Wracając do dywanika - niestety już się nie dowiem, mogę się jedynie domyślać, do jakich celów posłuży on jutro. Mogę się domyślać, bo zrezygnowałem z tego całego bajzlu nazwanego nową pracą zaraz po tym, jak instruktor stwierdził, że jeśli nie sprzedamy nic, to analogicznie nic nie zarobimy. Proste? Proste, ale nie do końca takie, jak się umawialiśmy.
Dziesięć czy tam dziewięć, w każdym bądź razie wiele, lat temu odwiedził mnie - moją rodzinę - pewien pan. Przyniósł ze sobą, równie pewne jak on sam, "medyczno-techniczne urządzenie" którego nazwa kojarzyła się z Królową Powietrza. Urządzenie oczywiście bardzo ciekawe, na pewno przydatne i ratujące życie, wielofunkcyjne, na dodatek będące również, a może przede wszystkim, odkurzaczem. To ważne, bo jeśli jest wielofunkcyjne, to na odkurzanie mogło już nie być miejsca. A było.
Prezentacja możliwości urządzenia trwała coś około trzech godzin, w trakcie których pan straszył wszędobylskimi roztoczami, ich równie wszędobylskim gównem, spalonym olejem i wszystkim, co powoduje raka. Po całym show miałem wrażenie, że raka nie powoduje tylko jego cudowny odkurzacz, który nim nie był.
Po tych wielu latach, po prezentacji która chcąc - nie chcąc zapadła mi w pamięć, dowiaduje się na moim szkoleniu w pracy marzeń, że Królową Powietrza przechrzcili na Lwa. I nic więcej. Wszystko, dokładnie wszystko pozostało identyczne. Nawet chwyty, których sprzedający (my) mielibyśmy używać do sprzedania tego cuda, na które przy wypłacie 1300 PLN netto musiałbym pracować około pół roku. Ale oczywiście to tylko 5 złotych dziennie. Skoro stać kogoś na wypalenie paczki papierosów (~10 PLN) dziennie, to czemu miałoby tego samego kogoś nie stać na odłożenie pięciu złotych, każdego dnia, na odkurzacz, który uratuje mu życie i do tego życia jest niezbędny.
Musiałbym być naprawdę nieźle pieprznięty, żeby traktować to jak misję. Dlatego bez słowa wyszedłem.
Wybaczcie moją irytację. Wybaczcie jakąkolwiek antyreklamę. Jestem zły, bo straciłem ~8 godzin i 30zł na paliwo, żeby dowiedzieć się, iż to jednak nie jest praca moich marzeń. I że akwizytor pasuje tutaj o wiele lepiej niż przedstawiciel handlowy.
Zapytacie a do czego miał służyć dywanik? Do rozlania na nim kawy. Dobranoc.

