Czasem odnoszę takie przykre wrażenie, iż żeby coś wygrać trzeba najpierw stać się niepełnosprawnym, śmiertelnie chorym, czarnym czy jakkolwiek wyróżniającym się z bandy białasów. I, cholera, chodzi tylko o jakieś zdrowe granice tolerancji. Bo w tej całej pseudo-tolerancji dążymy, jak narazie, do jednego - dyskryminacji nas samych. Traktuj bliźniego jak siebie samego.
Oczywiście, przyszłemu zwycięzcy kategorii współczuje, życzę zdrowia i dobrej zabawy z laptopem, a być może na wycieczce za ileś tam tysięcy złotych.
